7 wymówek paraliżujących Twój biznes i jak z nimi skończyć.

25 czerwca, 2019 - Michał Dominik
7 wymówek

Wymówki w pracy są jak poranna kawa. Trudno bez nich przejść przez dzień. Słyszymy je niezależnie od tego gdzie pracujemy, dla kogo i na jakim stanowisku. Tak naprawdę są symptomem poważniejszych problemów, które mogą pogrążyć najbardziej solidne biznesy. Poniżej znajdziesz mój wybór 7 najczęstszych wymówek i dowiesz się jak z nimi walczyć w swojej pracy.

Takie wykręty od nas wychodzą i do nas wracają. Słyszymy jak używają ich pracownicy tłumacząc się szefom, dzieci rodzicom, mężowie żonom i vice versa. Tak naprawdę nie różnią się niczym od wymówek, których używaliśmy w szkole, tyle że kosztują więcej.

Teraz jesteśmy dorośli, więc mówimy na to racjonalizacje i używamy ich, aby uzasadnić szeroko pojęty fuck-up. O ile zawalenie zadania pociąga za sobą pewien koszt, to bywa tak , że jest to tylko góra lodowa kolejnych strat wynikających z zepsutej mentalności, której wymówki są objawami (nr. 7 jest najbardziej ekstremalnym przykładem).

Słyszę często, że zawsze można kogoś nauczyć jakiejś umiejętności, ale mentalności zmienić się nie da. Dla mnie to jest kolejna wymówka, a więc bzdura. Zamiast marudzić zobaczmy, co da się z tym zrobić. Zaczynamy…

1. To nie moja wina

Od dziecka jesteśmy chowani w duchu obwiniania. Kto stłukł wazon? Ty! No to czyją to wina? I tak kolejne pokolenia krzywdzą następne. Moim zdaniem to taki nasz mały dramat. A może nie należało stawiać tych cholernych kwiatów na brzegu stołu, w najbardziej ruchliwym miejscu w domu?

Takie warunkowanie skutkuje tym, że zamiast zastanowić się nad przyczyną porażki, zaczynamy automatycznie pokazywać palcami jak tylko coś się spieprzy. Oczywiście nikt nie chce być na wskazującym końcu takiego palca, więc rzucamy zasłonę dymną. Stąd „to nie moja wina„.

Wiadomo, że w domyśle to ich wina, bo to oni spóźnili się z terminem, źle wykonali zadanie, czy co tam innego było do spieprzenia. A może to nie do końca tak? Czy termin nie był wyraźnie określony, a minimum wykonanego zadania dobrze zdefiniowane?

Niezależnie od tego, czy to Twoja wina, ich wina, wina Tuska albo niczyja, lekarstwem na to jest, po prostu, wzięcie odpowiedzialności. Tylko ważne jest, żeby zrobić to inteligentnie. Samo przyjęcie wszystkich strzał na klatę nic nie da. Za tym musi iść coś więcej, a dokładnie konkretny plan naprawy.

Dlatego następnym razem, zamiast brać udział w tej niezwykle produktywnej licytacji o to, kto jest większym spierdalaczem, powiedz: Biorę to na siebie. Zadanie nie udało się ponieważ (wybierz/uzupełnij):

wina

Rachunek sumienia zakończ: Żeby ta sytuacja nie powtórzyła się, wprowadzę następujące procedury/poprawki …

Publiczne wzięcie odpowiedzialności wzbudza szacunek, bo wymaga odwagi i łamie tę męczącą pokoleniową sztafetę obwiniania. Ludzie, którym tej odwagi brakuje dostają wtedy przykład, jak postępować w danej sytuacji i wyjść z niej z twarzą, jak profesjonalista. Takie zachowanie to jeden z najlepszych przejawów dojrzałego przywództwa.

2. Nikt mnie nie słucha

Hmm, to pewnie dlatego, że:
a) Jestem udręczonym geniuszem, który widzi rzeczy, których inny nie widzą. Mój intelekt ich przerasta i nigdy nie będą w stanie mnie zrozumieć, mimo że tłumaczę im wielokrotnie.
b) Jestem dupkiem

Tutaj oczywiście możemy wybrać a) i podsumować, że to z nimi coś jest nie tak, bo nie rozumieją oczywistych rzeczy. Takie zamknięcie sprawy, jak powszechnie wiadomo, daje natychmiastowe zwycięstwo i + 10 do szacunku.

Ale może to jednak b). Jest mało prawdopodobne, by nagle wszyscy stracili słuch i rozum. To raczej źródło dźwięku i wiedzy szwankuje. Do przeglądu powinny trafić następujące części:

Na osobny paragraf zasługuje to, jak zachowujemy się w innym sytuacjach, kiedy nie mamy konkretnej sprawy do załatwienia. Jeżeli ludzie czują się niekomfortowo w naszej obecności, to jest mało prawdopodobne, że nas wysłuchają. Nieistotna jest tutaj siła naszych argumentów. Czy jest to arogancja, lekceważenie czy inne perły umiejętności społecznych, wskazana jest tu introspekcja. Nie bądź firmowym dupkiem.

3. Nic do nich nie dociera

Spokrewnione z poprzednim, ale inne jakościowo. Tutaj problem jest taki, że ludzie słuchają Cię, ale to co im przekazujesz nie zazębia się z trybami w ich mózgach.

To jest ta sytuacja, w której tłumaczysz coś swojemu szefowi po raz n-ty i nadal jesteście w tym samym miejscu. Poza tym jest ok. Chodzicie na piwo i dogadujecie się doskonale. Tylko on coś nie może zrozumieć, że potrzebujemy tej nowej maszyny do warsztatu, bo w starej znajdujemy fragmenty dinozaurów.

W tym momencie zastanawiam się: Ok, co jest nie tak z moim przekazem? Czy moje argumenty są problematyczne czy to raczej język, którego używam? Może nie rozumieją i boją się zapytać? Czy mam wszystkie fakty? Czemu nie mogę po prostu pracować sam?

Warto odpowiedzieć na te wszystkie pytania i zrobić kolejną iterację. Jest mało prawdopodobne, aby ludzie, do których mówisz, chcieli Twojej porażki. Też chcą wykonać swoją pracę i dostać ten cholerny bonus. Daj sobie szansę dać im szansę i powiedz to wszystko jeszcze raz. Tylko lepiej.

wymówka

4. Nie pomyślałem o tym

Absolutnie tragiczna wymówka.

Brzmi jak przyznanie się do porażki i wzięcie odpowiedzialności na siebie. To może czasem stanowić okoliczności łagodzące, ale jest niewiele przypadków, kiedy jest to uzasadnione.

Jeżeli nikt na sali o tym nie pomyślał, to może ujść jako ekstremalny przypadek. Być może nie dało się tego wiedzieć w tym momencie. Ok, niech będzie.

Jednak, jeżeli od samego początku sugestia wychodzi od osoby, która nawet nie jest bezpośrednio związana z tematem, to wychodzi niezręcznie. W tej sytuacji użycie tego zwrotu jest w istocie przyznaniem się do niekompetencji. Taki cios boli długo.

Oczywiście nie jest to powód do rozdania majątku i zamieszkania w lesie. Natomiast jest to powód do wzięcia odpowiedzialności. Wtedy wracamy do utartego schematu: co poszło nie tak i co zrobić, aby ta sytuacja nigdy się nie powtórzyła.

5. Nie miałem czasu

To jest przejęzyczenie.

Tak naprawdę chciałem powiedzieć: nie potrafię dobrze planować swoich zadań i nie umiem ustawiać priorytetów, dlatego w moim kalendarzu mam pełno nonsensownych spotkań, a do tego marnuję czas na pierdoły i brakuje mi go na najważniejsze rzeczy.

To działa tak samo w pracy czy poza nią. Nie mamy czasu na ludzi, na fitness, na hobby. Elon Musk może nie mieć czasu, bo jest trochę zajęty podbijaniem kosmosu. My po prostu nie potrafimy zarządzać czasem.

Uczmy się od najlepszych i przestańmy wypełniać nasze dni śmieciowymi zajęciami. Być busy to nie znaczy robić dobrą robotę. Dajmy sobie czas żeby pomyśleć co jest ważne i na co warto poświęcić czas. Gdyby jednak nagle naszło Cię na bezsensowne zapierdalanie, to najpierw przeczytaj to.

6. To nie moja odpowiedzialność

A odpowiedzialność za takie myślenie bierze się z mentalności silosowej. Pracowników wychowanych w takiej atmosferze interesuje tylko własna piaskownica. Reszta firmy może się palić tak długo, jak ich domena jest w porządku.

myślenie silosowe
Image by KC Green

Myślenie tego typu jest silnie rozpowszechnione i niestety, trudno się temu dziwić. Od pracowników wymaga się bycia jednocześnie developerem, sprzedawcą, analitykiem, menadżerem, działem obsługi klienta, koordynatorem, kierownikiem, konsultantem, asystentem, administratorem i starszym specjalistą od zasobów ludzkich. Oczywiście wszystko to za pojedynczą pensję, najlepiej najniższą.

Nikogo taki deal nie interesuje. Pracownicy, którzy nie będą nagradzani za sięganie odpowiedzialnością poza swoje podwórko, pozostaną w swoich silosach. Może nie będą ultra szczęśliwi, ale nikt im nie zarzuci, że nie wykonali swojej pracy. A spółka będzie sztywna z wydajnością komunikacji między zespołami na poziomie puszek połączonych sznurkiem.

Niektórzy szefowie lubią myśleć, że prawdziwie oddany pracownik to taki, który będzie spełniał wszystkie role i pruł się cały dzień bez potrzeby uznania. Lenin nazywał takich pożytecznymi głupcami. Nie bądź cynicznym szefem i szanuj się na tyle, żebym nie musiał tutaj przywoływać Lenina. Jeżeli to ma działać na dłuższą metę, to jedno musi być jasne: wybitne jednostki potrzebują wybitnego uznania.

7. Nie da się

Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wchodzicie.”

Serio, uważam, że dla nie-da-się-ludzi zarezerwowany jest specjalny krąg w piekle. Jest to najgorsze z możliwych nastawień w pracy, a jest ich sporo. Najstraszniejsze w tym jest to, że nie dotyka to tylko pojedynczych osób ale często całych instytucji. Niedasizm rozprzestrzenia się jak kalifornijskie pożary, jak rak.

Wszyscy mieliśmy do czynienia z firmami, w których nie da się jest mottem. Jest misją. Przysięgam, że niektóre z nich wyryłyby to sobie w marmurze przed głównym wejściem. Człowiek zastanawia się czasem jak taka instytucja może w ogóle funkcjonować. Potem przypomina sobie, że płaci podatki…

Wersji, gatunków i odmian niedasizmu jest wiele. Nie da się bo: system nie pozwala, bo nie ma szefa, bo jest za późno, bo za wcześnie, bo deszcz, bo słońce, bo jest nas za mało, albo za dużo, bo za trudne, bo za długo to zajmie, bo mi się nie chce i czasem, zwyczajnie, po prostu, bo nie.

Sytuacja jest poważna, a opcji niewiele. Konkretnie, są dwie.

Jedna z nich to kwarantanna. Tu należy zidentyfikować nosicieli i poddać ich intensywnej terapii. Leaderborn zaleca i oferuje sesje w terapeutyczne dla takich przypadków. Na koniec udanej terapii pacjenci stają się nosicielami innych idei. Jest to m. in. współpraca, przywództwo, profesjonalna satysfakcja i przynależność – równie zaraźliwe jak niedasizm.

Druga to chirurgia. Tak jak w przypadku zainfekowanych tkanek, należy je wyciąć zanim zarażą kolejne. Dla tych, którzy nie lubią metafor, mówimy o zwolnieniach. Mówimy o podejmowaniu trudnych decyzji uzasadnionych konkretnymi wartościami, takimi jak współpraca i odpowiedzialność.

Niezależnie od tego, które wymówki słyszysz lub których używasz, wszystkie mają wspólny mianownik – odpowiedzialność. Kiedy ją przejmujemy, dajemy sobie gwarancję, nie wylądujemy w żadnej z powyższych kategorii. Dajemy też przykład innym jak prowadzić się profesjonalnie.

Jeżeli znasz kogoś komu przykład nie wchodzi, odeślij go do Leaderborn i na nasze warsztaty, a my zajmiemy się resztą.

Porozmawiajmy o interesach

Dążę do pracy z podobnie myślącymi profesjonalistami i przynoszeniu zysku wszystkim stronom. Jeżeli chcesz porozmawiać o wspólnym biznesie nie wahaj się skontaktować ze mną. Działam na terenie Warszawy.